Przejdź do głównej treści
Stwórz z nami wyjątkowy klimat i uczyń swoje życie piękniejszym!
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

MACIEJ A.BRZOZOWSKI Co najbardziej fascynuje w Włoszech, co może się tam podobać, a co dziwi...

Najbardziej fascynuje mnie we Włoszech ich mentalność, czyli codzienne podejście do piękna – to trochę żartobliwa odpowiedź, ale rzeczywiście mam wrażenie, że dla Włochów piękno jest czymś tak naturalnym, jak oddychanie. A mówiąc poważnie – zazdroszczę im hedonizmu, umiejętności cieszenia się życiem. Włosi takimi po prostu się rodzą!

MACIEJ A.BRZOZOWSKI

Maciej  A. Brzozowski ukończył filologię włoską na Uniwersytecie Warszawskim. Współpracował z wieloma magazynami i czasopismami, w tym “Twoim Stylem”, „Panią” czy „Vivą”, gdzie publikował artykuły poświęcone między innymi Włochom i ich kulturze. Tłumaczy włoską literaturę piękną, jest także autorem książek o Italii i savoir-vivre. Włoska kolekcja zawiera ( na razie) trzy książki: „Włosi. Życie to teatr”  (Wydawnictwo Muza) oraz “Boskie. Włoszki, które uwiodły świat” (Znak Horyzont). Najnowsza książka Macieja Brzozowskiego pt. "Rajskie ptaki. Włosi, którzy podbili świat" (Znak Horyzont) to zbiór fascynujących portretów Włochów, których talent i wizja zmieniły oblicze współczesnego świata.

W kolejnym odcinku cyklu ROZMOWY W SKŁADZIE Maciej Brzozowski opowiada co najbardziej fascynuje go w Włoszech, co może się tam podobać, a co dziwi.

Co najbardziej fascynuje Ciebie we Włoszech - mentalność, codzienność czy może ich podejście do piękna?

Najbardziej fascynuje mnie we Włoszech ich mentalność, czyli codzienne podejście do piękna – to trochę żartobliwa odpowiedź, ale rzeczywiście mam wrażenie, że dla Włochów piękno jest czymś tak naturalnym, jak oddychanie. A mówiąc poważnie – zazdroszczę im hedonizmu, umiejętności cieszenia się życiem. To nie wynika z liczby słonecznych dni, z kuchni czy zabytków – Włosi takimi po prostu się rodzą. Oczywiście, są wyjątki, ale w większości widać w nich tę radość bycia tu i teraz.

W podejściu do piękna ogromnie pomaga im też to, że ono faktycznie otacza ich z każdej strony. Nawet w najmniejszych miasteczkach można natknąć się na fantastyczne zabytki, ślady historii czy detale architektoniczne, które stają się częścią codzienności.

Jeśli chodzi o mentalność, zachwyca mnie ich otwartość i bezpośredniość. Potrafią mówić to, co myślą, bez nadmiernego owijania w bawełnę, ale jednocześnie z ogromnym wdziękiem i ekspresją. Są dumni ze swojego dziedzictwa i bardzo towarzyscy – rodzina, przyjaciele, wspólne biesiady mają dla nich ogromne znaczenie. Dzięki temu ich życie wydaje się pełniejsze, bardziej zanurzone w relacjach i w chwili obecnej.


W swoich książkach pokazujesz  Włochy z bardzo ludzkiej, nieprzerysowanej strony. Czy życie tam naprawdę jest teatrem - jak często piszesz?

„Żałuję, że przede mną niejaki Orson Welles powiedział już, że wszyscy Włosi są aktorami, a najgorsi z nich siedzą na widowni. Ten kraj to teatr, w którym widownia jest równie ważna jak scena. Spektakl toczy się wszędzie – codzienny, urzekający, czasem nieco przerysowany, ale przez to kompletnie inny od naszych widowisk.

Dlatego tak często powtarzam, że najlepszy sposób na poznawanie Włoch i Włochów to przesiadywanie na rynkach i ryneczkach, na piazzach i piazzettach, w miastach dużych, małych i średnich. Obserwowanie życia codziennego, zwyczajów, tego, jak się ubierają, jak rozmawiają, jak się zachowują, co kupują i jedzą – to wielka przyjemność, której nie przerywają reklamy.

Nigdy nie wiemy, jaki będzie finał, bo spektakl trwa od wieków i nic nie wskazuje, żeby miał się skończyć. I dlatego od wieków powtarzamy: chwilo trwaj.”

 

Czy są jakieś włoskie wartości lub zwyczaje, które Twoim zdaniem warto przenieść na polski grunt?

We Włoszech najbardziej podoba mi się przywiązanie do tradycji – i tej wielkiej, historycznej, i tej codziennej, rodzinnej. Zawsze imponowało mi, jak ogromny szacunek mają tam dla starszych ludzi. Traktują ich jak skarbników doświadczeń i pamięci, otaczają opieką i miłością, dbają, aby zawsze czuli się potrzebni. We Włoszech nikogo nie dziwi, że seniorzy występują w teleturniejach, talk-show, w programach rozrywkowych i nieraz, w późnym wieku, stają się prawdziwymi gwiazdami.

Uwielbiam też ich długie, niekończące się obiady i kolacje w gronie rodziny czy przyjaciół. To nie jest wydarzenie od święta, ale coś, co należy do normalnego rytmu życia. Siadasz do stołu i wiesz, że spędzisz tam kilka godzin – i nikomu się nie spieszy. I nawet bardzo ożywione dyskusje, głównie na tematy sportowe i polityczne, nie przeradzają się w ostre spięcia. Pozazdrościć.

Bardzo imponuje mi też znajomość kultury – nie tylko tej współczesnej, ale i dawnej. Włoska telewizja publiczna RAI wciąż przypomina artystów i wydarzenia sprzed kilkudziesięciu lat, a ludzie naprawdę to znają i cenią. To buduje poczucie ciągłości, wzmacnia ich tożsamość. I właśnie tego chciałbym, żebyśmy się od nich nauczyli.

Czego uczy nas podróżowanie między kulturami?

Niesamowicie nas wzbogaca –  o nowe doświadczenia, wrażenia, uczy otwartości i pokory, podpowiada nowe sposoby patrzenia na świat i na samego siebie. Ale to działa tylko wtedy, kiedy traktujemy podróże jak przygodę i doświadczenie, a nie jak zaliczanie kolejnych „destynacji”.

Dopiero wtedy mamy szansę naprawdę czegoś się nauczyć: od ludzi, których spotykamy, zwyczajów, które obserwujemy, mentalności, podejścia do innych, które często są zupełnie inne niż nasze. Podróżowanie uczy cierpliwości, elastyczności, czasem też dystansu do własnych przyzwyczajeń. Pokazuje, że świat można układać na wiele różnych sposobów – i że w każdym z nich tkwi coś wartościowego.

I to jest chyba najcenniejsze – dzięki podróżom stajemy się bogatsi nie o kolejne „zaliczane” kraje, ale o wrażliwość, wspomnienia i spotkania, które zostają z nami na zawsze.

W swojej najnowszej książce "Rajskie ptaki" zabierasz nas w podróż śladami niezwykłych postaci/osobowości- ludzi wolnych, nieszablonowych, często żyjących na przekór regułom.  Skąd pomysł na ten temat ?

Pomysł przyszedł mi do głowy kilka lat temu i  to naturalna kontynuacja tego, co już wcześniej napisałem. Rajskie ptaki. Włosi, którzy podbili świat są logicznym i oczywistym rozwinięciem książki  Boskie. Włoszki, które uwiodły świat.

Obie publikacje nazwałbym reportażami biograficznymi – o Włoszkach i Włochach, ale też o ludziach, którzy spędzili we Włoszech znaczną część życia i zostawili po sobie historie warte poznania. Chodziło mi o to, żeby pokazać ich nie tylko jako postacie z pierwszych stron gazet, ale też mniej znanych ludzi z krwi i kości, często pełnych sprzeczności, pasji, marzeń i dramatów.

W Rajskich ptakach i Boskich pojawiają się oczywiście nazwiska znane na całym świecie – Giorgio Armani, Monica Bellucci, Silvio Berlusconi, Carla Bruni, Chiara Ferragni czy Enzo Ferrari – ale są też bohaterowie mniej rozpoznawalni, których losy same w sobie mogłyby stać się scenariuszem niejednego filmu. A czasem już się stały.

Te książki to podróże śladami osobowości niezwykłych – wolnych, nieszablonowych, często żyjących na przekór regułom – których historie, moim zdaniem, warto ocalić od zapomnienia i pokazać w szerszym kontekście.

  

Czy Kazimierz mógłby  być tłem do kolejnej Twojej książki?

Marzę, żeby tak się stało. Najchętniej poprzez jakiś włoski ślad w Kazimierzu – a tych przecież nie brakuje – który pozwoliłby mi połączyć moje dwie pasje. Muszę się przyznać, że kiedyś bardzo chciałem napisać kryminał, którego akcja dzieje się w Miasteczku. Udało mi się dojść do drugiej strony rękopisu, akcja zapowiadała się całkiem interesująco, ale… na tym się skończyło.

Później pojawiło się tyle podobnych pomysłów (nie zdradzę jakich – kto wie, może kiedyś jeszcze wrócę do tego pliku w komputerze), że uznałem, iż brak mi śmiałości, by konkurować z lepszymi. Dlatego pozostałem przy moich włoskich opowieściach i przy Kazimierskim Spacerowniku, który wydałem kilka lat temu.

Ale nie ukrywam – cały czas węszę i szukam, nie trufli, ale superciekawego włoskiego tropu w Kazimierzu!

Czy Kazimierz Dolny ma w sobie coś z włoskiego miasteczka? Spokój, sztukę, światło...?

Jasne, nie powiem, że dlatego mnie urzekł, bo poznałem go …ąt lat wcześniej niż Włochy (śmiech). Ma i klimat, i spokój (przynajmniej w ciągu tygodnia), i to niesamowite światło, które tak chętnie utrwalają malarze i fotografowie. Brakuje może włoskiej kuchni – choć przez chwilę była obecna – ale to akurat nie jest najważniejsze.

Najcenniejsze są włoskie ślady, które w Kazimierzu naprawdę istnieją. Są tu rodziny o włoskich korzeniach, które od pokoleń współtworzą życie miasteczka. Widać też wpływy włoskiej architektury – renesansowe inspiracje odbijają się w detalach tutejszych zabytków, jak wspaniałe attyki kamienic Przybyłów czy Celejowskiej.

A gdyby tak do tego wszystkiego można było znaleźć w Kazimierzu również dobre, włoskie wina – to naprawdę niczego by tu już nie brakowało.

Co przyciąga Ciebie do Kazimierza? Czy znajdujesz w nim podobną energię jak we włoskich miejscowościach/miejscach?

Tak jak Włosi po sezonie turystycznym potrafią skoncentrować się na tym, co dla nich najważniejsze – na kuchni, jedzeniu, lokalnych produktach – tak w Kazimierzu Dolnym dzieje się to w mniejszym stopniu. Tu po sezonie kulturalny i gastronomiczny rytm nie jest aż tak intensywny, jak we Włoszech.

Na szczęście Kazimierz nadrabia to w inny sposób. Wtedy, kiedy ulice pustoszeją, a życie zwalnia, miasto oferuje coś, co nazwałbym ucztą dla zmysłów – w wersji duchowej i artystycznej. Muzea, galerie i pracownie dbają o to, żeby nawet poza sezonem nie zabrakło bodźców, inspiracji i piękna. To one sprawiają, że Kazimierz nie zamiera, tylko nabiera innego rytmu – spokojniejszego, bardziej kontemplacyjnego. A z Rynku odlatują parasole. Lubię to!

A co do energii – jest tutaj, i to bardzo wyraźna. A dobrej energii, jak wiadomo, nigdy za dużo.

Cieszy nas, że bywasz w naszym miejscu. Co sprawia, że zaglądasz do nas?

Zaglądam do was, bo przyciąga mnie genius loci – ten trudny do uchwycenia duch miejsca, jego wyjątkowa atmosfera, która sprawia, że człowiek czuje się dobrze i chce wracać. Genius loci to nie tylko mury czy krajobraz, ale też energia, klimat i ludzie, którzy go tworzą.

W waszym przypadku takim „duchem miejsca”, choć przecież nie duchem, jest właścicielka – moja rozmówczyni Agnieszka. Agnieszko, nie uda Ci się zarumienić, bo jesteś opalona😊 To twoja pasja, wrażliwość i otwartość sprawiają, że SKŁAD żyje i oddziałuje na każdego, kto tu zajrzy.

Nie zapominajmy też o samym miejscu – pięknym, z wysmakowanymi przedmiotami, gdzie nie ma przerostu formy nad treścią. Choć może tu żartem dodam: w SKŁADzie forma i treść idą w parze tak dobrze, że całość ma w sobie coś filmowego. Szkoda tylko, że nie widziała tego autorka Dwóch księżyców – pewnie znalazłaby tu dla siebie kilka inspiracji 😊

Komentarze do wpisu (0)

Napisz komentarz